Pulp Fiction (1994)

10/10
kilka słów o filmie
obejrzałem ten film dziś po raz pierwszy.
niesamowicie wysokie oczekiwania co do... wszystkiego. ani trochę się nie zawiodłem.
wielowątkowość, sposób przedstawienia trzech z pozoru niepowiązanych historii, aktorstwo - prawdziwie bad-ass Samuel L. Jackson, Bruce Willis, i John Travolta, świetna Uma Thurman, muzyka przepełniona hitami no i kompletna miazga w dialogach.
niezliczona ilość tekstów powalających na łopatki - "ENGLISH MOTHERFUCKER, DO YU SPEAK IT?!", "Oh man... I accidentally shot him in the head!" i masa innych. wracając do dialogów: rozmowa Julesa z Vincentem o Amsterdamie i masażu stóp chwilę przed rozwaleniem kilku nieistotnych ludzi? no genialne przecież. tak samo jak i postać Jimmiego, Winstona, którzy mi szczególnie przypadli do gustu w najlepszym wątku filmu.
trzeba obejrzeć.

Komentarze.
Dziwne, że tak późno widziałeś ten film. Jak dla mnie 11/10 (ale jestem fanem wszelkich filmów Tarantino). :)
Jeden z dwóch dobrych filmów Tarantino (drugi to Reservoir Dogs), którego mimo że wydał parę crapów (Kill Bill np.) za te filmy kocham ;)
a ja dalej nie oglądałem, poor me
Hm, czyżbym był jedyną osobą na świecie, której ten film jakoś specjalnie nie zachwycił? :S
Wolę Kill Billa i Death Proof jeśli chodzi o Tarantino. Nic więcej ciekawego nie ma.
Krupier, przybij pionę. Ja do tego filmu podchodziłem chyba trzykrotnie i za każdym razem wyszedłem przed zakończeniem seansu, a trzeba Wam wiedzieć, że do końca udało mi się obejrzeć nawet "Człowiek pogryzł psa" i "Senność". Drugi i ostatni póki co raz coś takiego przytrafiło mi się na "Urodzonych mordercach".
Też obejrzałem to do końca, ale bez specjalnych przeżyć. Taki sobie film, chociaż fabuła i postacie zostają w pamięci - w przeciwieństwie do współczesnych produkcji, które w czasie oglądania zachwycają, a po tygodniu nie pamiętasz nawet, że coś takiego widziałeś.
Obejrzałem to dawno temu, choć film mi się podobał, teksty niezłe, historia też nieszampowa, to jakiś tam wręcz mistycznych uniesień nie przeżywałem.
Hah, akurat wczoraj go z kumplami w nocy oglądaliśmy n-ty raz ;D Ten film jest genialny w każdym calu (we Francji by powiedzieli, że w każdych 2,54cm, a wiecie dlaczego? bo tam mają system metryczny ;d) :P
Ostatnio zastanawiałem się czy tam był product placement Sprite ;)
film jest bardzo dobry, no może nawet lepiej, :)
ale jedno w tym filmie wymiata, a są to dialogi,
na wikiquotes powinien byc przepisany w całości :D
jam łasica: i wszystkich firm robiących burgery szczególnie tej hawajskiej :)
aż nabrałem ochoty na ćwierćfunter z serem ;)
polecam też film Four Rooms i Jackie Brown
@Matius: co zrobić, młody jestem. :)
A w dzisiejszych czasach zdecydowanie nazwalibyśmy to product placementem, ale mi się wydaje, że to po prostu była część wizji Quentina. Motyw ze Spritem i burgerami wyszedł świetnie. :D
Absolutnie świetny film. Będę musiał go sobie odświeżyć, bo mi go przypomniałeś:)
Aż mnie naszło, żeby sobie Czarną Kawę obejrzeć. :D
"Oh man... I accidentally shot him in the head!" - w filmie nie ma takiej kwestii :). Jest: "Oh man, I shot Marvin in the face".
Voter101: bardzo pyszna kawa.
Mnie też jakoś nie zachwycił. Całkiem oryginalny, całkiem dobre dialogi, parę świetnych scen, ale dla mnie to żadne wielkie dzieło szczerze mówiąc. Rozrywka na poziomie wyższym niż przeciętny i ponadto raczej nic.
yes you are getting quite a folowling ( I am so happy for you)")I just did that sunday memes thought it would be fun ")have a nice sunday, mairnaPS. know I have never seen the move