Inglourious Basterds / Bękarty Wojny (2009)

10/10
kilka słów o filmie
MIÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓOD.
nie wiem od czego zacząć. czy od klimatu, który czuć było z kilometra, czy od typowych dla Tarantino wstawek w zaskakujących momentach, podziału na rozdziały, aktorstwa, muzyki?...
damn, gdybym chciał opisywać całą zajebistość jaka przez 3 godziny działa się na ekranie (ani trochę nie nudziło, swoją drogą) to zajęłoby mi to o wiele więcej niż idea tego bloga przewiduje.
w skrócie? fabuła łącząca się w składną całość, muzyka, jatka w kinie (o, i sam film w owym pokazywany! :D) i milion innych scen, dialogi, w których Tarantino ponownie osiągnął perfekcję, praca kamery, spowolniony ruch w idealnych momentach, dialogi (komiczne rozmowy bękartów po włosku), muzyka, aktorstwo wszystkich bękartów, bez wyjątku - od Aldo Raine z rozbrajającym akcentem, przez komicznego Donowitza aż do Stiglitza z twardą miną. i nie sposób nie wspomnieć o Hansie.
obejrzyjcie to. rozkazuję wam, obejrzyjcie to.
długo nie powstał tak dobry film. i długo nie powstanie.
(ale Pulp Fiction nie przebił, swoją drogą)

Komentarze.
Hehe, dokładnie takie same wrażenia miałem. Wybieram się drugi raz do kina na to, po prostu film jest genialny.
Można co chwilę cytować ten film. :)
Ale fakt, Pulp Fiction nadal jest #1 Tarantino. :)
Ja chyba jestem za głupi na Tarantino. Po prostu nie widzę w jego filmach kompletnie nic szczególnego. (Nie, Pulp Fiction nie widziałem.)
> obejrzyjcie to. rozkazuję wam, obejrzyjcie to.
Już pobieram. Nie bij :(
@BTM nie pobieraj, koniecznie do kina!
sceptycznie do niego podszedłem, ale ostatecznie okazał się dobry. Nie dobry na 10, ale dobry na 7 :)